piątek, 17 grudnia 2010

Proszę Pani, oto kot,
Szuka domu, zwie się Psot.
Taki kot, a co om może?
Czy mi w praniu dziś pomoże,
Lub zakupy weźmie z drogi,
Poodkurza mi podłogi?
Może drzwi mi popilnuje,
Albo obrus zaceruje?
Proszę Pani to jest kot,
On po prostu zwie się Psot.
Taki kot, to co on może?
Nada weny kiedy tworzę?
To herbaty może poda?
Mruknie radę gdy niezgoda?
Da mi ciepło w zimną noc,
A w chorobie poda koc?
Miła pani ten tu kot,
Żywa miłość, zwie się Psot.
Odda serce w każdej porze,
On po prostu kochać może.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Kompromis jest podstawą życia "grzecznej dziewczynki".
Czym jest kompromis? Sytuacją, w której żadna ze stron nie jest zadowolona, ale mimo wszystko nie czuje się pominięta. Innymi słowy kiedy postępujemy tak jak "wypada".
Umiejętność zastosowania się do kompromisowej sytuacji postrzegana jest jako dobra cecha. Często jest to jedyny sposób na polubowne rozwiązanie sytuacji. Kiedy chcemy prowadzić życie bez krwi na rękach, staramy się postępować słusznie. Znaleźć takie wyjście z sytuacji, które uprości nasze życie, nie będzie wymagało ciągłej walki, a jednocześnie nie będzie dla nas bolesne ani nas nie upokorzy. W dzisiejszym świecie takie osoby postrzegane są jako "grzeczne". W zależności od sytuacji zachowanie nazwane zostanie brakiem silnego charakteru lub zdolnością odnalezienia się w trudnej sytuacji.
Jednak za każdym razem, gdy decydujemy się na kompromis, robimy coś wbrew sobie. Podejmujemy decyzję, która nie jest zupełnie nasza. Oddajemy tę odrobinę siebie. Oczywiście większość sytuacji wymaga tego od nas. Świat jest tak skonstruowany, że nie zawsze możemy mieć to, czego chcemy. Warto wtedy zapomnieć o dumie i postąpić słusznie. Pomagając rodzinie czy podejmując decyzję o przyszłym życiu, powinniśmy kierować się tym, co da najlepszy, długofalowy efekt.
Subtelną formą kompromisu jest dyplomacja. Dzięki niej potrafimy pomóc innym naszym kosztem, tracąc przy tym najmniej. Często patrzymy na świat pod własnym kontem. Nie zastanawiamy się jak będzie wyglądał, gdy przesuniemy się odrobinę. Zapominamy, że świat nie jest czarno biały, a przecież jest szarym a mnogość jego odcieni jest niezmierzona. Czasami, coś co z naszej perspektywy jest najgorszą możliwą decyzją, z innej perspektywy jedynym słusznym wyjściem. Nie ma właściwej decyzji, są jedynie te, które w danym momencie wydają nam się najrozsądniejsze. Lubimy oceniać wyroki, których nie podejmowaliśmy, choć własnych bronimy mnogą ilością argumentów.
Może dlatego świat jeszcze istnieje? Może dlatego, że tak wiele z nad podejmuje decyzje polegające na kompromisie? Nie są dobre ani dla nas, ani dla tej drugiej strony, ale są jedyną możliwością by wyrządzić minimalne szkody po obu stronach barykady, choć czasami trudno nam pogodzić się z sytuacją, w którą nas wepchnięto...
Jednak mimo wszystkich zalet kompromisu jest coś o czym staramy się zapomnieć, to jak wiele musimy czasami poświęcić. Jak nasze marzenia zamieniają się w pasmo kompromisów. Najlepiej byłoby "postawić na swoim". Doprowadzić do sytuacji, w której kompromis zminimalizowany jest to wartości koniecznej, wymaganej do spełnienia marzenia.Czasami to minimum wymyka się nam spod kontroli i musimy walczyć o każdą kolejną decyzję. Trudno znaleźć wartość optymalną. Taką, przy której potrafimy cieszyć się z własnego życia, a jednocześnie kontrolować efekt wywierany na otoczenie.

Jak to zrobić? Jak zachować własną tożsamość, jednocześnie nie zmagać ze światem? Przy jednej decyzji, jest to niemożliwe. Nie ma złotego środka. Ważne by na szali życia zachować równowagę. Musimy walczyć o własną tożsamość i dokładać do tej tyle odważników niezależności i własnych marzeń ile jesteśmy w stanie. Czasami warto spojrzeć na wskazania wagi i zmusić się do przyłożenia odrobiny wysiłku w drugą stronę, tę która pozwoli nam pozostać w zgodzie z otoczeniem. Nie zapominajmy, że nie jesteśmy sami na tym świecie. Nigdy nie wiemy kiedy to my będziemy potrzebowali pomocy - kiedy to my będziemy błagać o kompromis od strony, która ma decydujący głos.

środa, 1 grudnia 2010

Kobietą być... O płci pięknej artyści pisali wiersze, malowali obrazy śpiewali piosenki. Byłyśmy uwielbiane, spowite woalką tajemnicy i nadziei  na pełniejsze życie. Cała ta piękna szata miała swoją wagę, której nie miałyśmy już siły nosić. Buntowałyśmy się - emancypacja, feministki. Zyskałyśmy wiele: prawo głosu, możliwość nauki, zdolność do pracy, wolność erotyczną - mówimy, że własne niezależne życie. A może... może coś straciłyśmy? Co z tajemniczością? Byłyśmy aniołami, boginiami, tematem marzeń. Teraz jesteśmy diablicami, ludźmi, tematem sporów.
Kobieta miała być piękna, ale skromna, inteligentna, nie arogancka, zaradna, choć niewinna, delikatny, acz mocny fundament rodziny. Teraz wymaga się od nas byśmy były najlepsze. W pracy silne, lepsze od mężczyzn, inteligentniejsze, bardziej przebojowe i jednocześnie kobieco subtelne. Mamy być najlepiej wykształcone. Silne, samodzielne, zaradne. Świetne matki, żony, kochanki, pracownice, studentki, uczennice, córki... Mamy być tym samym ideałem, ale... bez naszego ciężkiego płaszcza. Zamieniłyśmy go na krótką sukienkę.
Chętnie wskoczyłyśmy w naszą małą czarną - krótką, seksowną sukienkę. Nie zastanawiałyśmy się czy to coś zmieni. Wyglądałyśmy świetnie - tylko to się liczyło. Niestety wciąż tylko to się liczy. Mamy wyglądać idealnie. Te z nas, które wyglądają najwyżej nienagannie nazywane są przeciętnymi, prostymi dziewczynami. Te o stronniczym wyglądzie zostały naznaczone jako kurtyzany 21 wieku. Nie mówię o wyglądzie zewnętrznym, a o całokształcie postrzegania nas przez świat.
Ta nasza wspaniała sukienka, ma swoje wady. Jest bardzo obcisła - nie ma w niej miejsca na pomyłki, ekstrawagancję. Nie zmieści się w niej kilka dodatkowych kilko - to lenistwo. Ciężko w niej o ciążowy brzuszek - trzeba ją zdjąć i przez 9 miesięcy chodzić nago, narażając się na ocenę innych. Kontrowersyjna jest jej długość. Gdy jest za krótka, jesteśmy wyzwolone, przebojowe, żądne nowych wrażeń, mówi się, że jesteśmy "łatwe". Za długa, pełna prostych pragnień, domu, rodziny, odpoczynku, skore do kompromisu, jesteśmy staroświeckie. Dekolt też ma znaczenie. Za głęboki, pełen nocnych podbojów, przypadkowych miłostek, krótkich zauroczeń, przelotnych przyjaźni, postrzegany jest jako wulgarny. Zakończona golfem zaś, tym przytrzymywanym przez skromność, proste upodobania, brak wyrafinowanych marzeń, może znaczyć, że  jesteśmy zbyt pospolite.
Nie wiem jak was, ale mnie obciera moja kreacja. Marzę o dniach kiedy mogę rozpiąć mój zacinający się zamek błyskawiczny i przebrać się w mój staromodny, przyciężkawy płaszcz tajemnicy. Nie jestem wtedy ideałem. Jestem prostą, niewinną, tajemniczą istotą. Sama kieruje swoim życiem wbrew konturom i normom. Mogę popełniać błędy i tłumaczyć się swą naiwnością. Jestem tajemnicza i seksowna. Proste wyrafinowanie, a spojrzenia z oceniających zmieniają się w zauroczone.


Wiecie co? Mój płaszcz wcale nie jest cięższy niż moja niewygodna, acz seksowna sukienka...